Jak pisałem roku temu zwykłem wraz z początkiem kolejnego roku robić małe podsumowanie minionych 12tu miesięcy. Pora więc usiąść i napisać coś o roku 2009.

Muzycznie
Rok 2009 w muzyce był naprawdę wyjątkowy. Co chwila coś się działo – zespoły wydawały kolejne płyty, artyści wracali na scenę po latach studyjnego milczenia, odbywały się koncerty… Patrzyłem na to wszystko z niedowierzaniem i uśmiechem na twarzy :). Patrząc wstecz stwierdzam, że działy się naprawdę rzeczy niesamowite. Starałem się niczego nie ominąć i z każdym wydawnictwem zapoznać. Dzięki kilku dobrym znajomym poznałem też dźwięki, które absolutnie mnie zniszczyły. Dane mi było być w ubiegłym roku na imprezach, które będę pamiętał przez całe życie… Ale po kolei :).

Płyta roku
1. the Gathering – “The West Pole” – po trzech latach i zmianie wokalistki the Gathering powrócili z nowym albumem. Albumem, na który czekałem z zapartym tchem. Albumem, w który wsłuchiwałem się z uśmiechem na twarzy. I wreszcie albumem, do którego wracałem setki razy. Nie ma sensu mówić więcej niż – cudo.
2. Fever Ray – “Fever Ray” – płyta Fever Ray była zjawiskiem w moim małym światku. Zmieniła sposób postrzegania i odbierania przeze mnie muzyki. Utonąłem w tych dźwiękach. Towarzyszyły mi w podróży, gdy siedziałem w ciemnym przedziale pociągu i gapiłem się przez okno. Coś pięknego!
3. VNV Nation – “Of Faith, Power and Glory” – na 3cim miejscu VNV Nation i ich nowe dzieło. Nie ma co, Panowie pokazali klasę. Wielu zarzuca ich muzyce “ugrzecznienie” czy stagnację, ale dla mnie te dźwięki to esencja muzyki projektu. Kop, energia i jak zwykle niezawodne teksty :).

Na “podium” znalazły się 3 z kilkunastu wydanych w tym roku płyt, z którym się zapoznałem. Trzy z kilku, które naprawdę przypadły mi do gustu… Premier była masa, ale ani Depeche Mode, ani The Prodigy, ani U2, ani Lacuna Coil, ani Agnieszka Chylińska, ani Closterkeller ani inni (o których teraz nie pamiętam) mnie do siebie nie przekonali. Dwie świetne płyty Anneke (jedna akustyczna i jedna “pełna”) zostają poza podium, bo brakło miejsca :).

Utwór roku Ze wszystkich ścieżek, którymi się zachwycałem w roku 2009tym wybrałem jedną… Tą jedyną. Tą, która wryła mnie w ziemię. Tą, której tekst znam na pamięć i potrafię go wyrecytować na największej bani, czy obudzony o 2giej w nocy… Mowa o “Dry and dusty” Fever Ray. Nie będę pisał dlaczego. Po prostu to jest ta ścieżka. Nic dodać, nic ująć.

Koncert roku Koncertowo to 2009ty był dość słaby. Ot, dwa koncerty Artrosis (Wrocław i Kraków), Anathema (lipiec), Fever Ray (sierpień), Closterkeller (październik), dwie imprezy WEF (styczeń i listopad), VNV Nation (grudzień), Cathedrale i kilka mniejszych imprez lokalnych, których nie pamiętam. Ilościowo bez szału. Za to jakościowo… Imprezą roku był fenomenalny wręcz koncert Fever Ray w ramach festiwalu Tauron Nowa Muzyka. To wydarzenie sprawiło, że zacząłem zupełnie inaczej postrzegać granie na żywo. No i dawno tak nie odleciałem :). Drugie miejsce dla VNV Nation za energię, kontakt z publicznością i set. Trzecie miejsce dla Anathemy za świetnych 50 minut muzyki i “Flying”. Wyróżnienie dla imprez WEF (z naciskiem na tą z udziałem Rosjan) i Cathedrali (z naciskiem na luty i grudzień oraz podziękowaniami dla DJów za sety).

Muzyczne odkrycie roku Tak jak pisałem wcześniej zapoznałem się z całą masą nowych dla mnie dźwiękow. W znakomitej większości były to klimaty około-elektroniczne… Nie uwierzycie, ale wciągnął mnie ambient, industrial, EBM… Prym w inspirowaniu mnie wiodła Kamila do spółki z Tomaszem. Ze wszystkich artystów, których poznałem wybrałem Karin Dreijer Andersson. Twórczyni Fever Ray, współtwórczyni The Knife, gościnnie występująca u innych (m.in. Röyksopp)… Dorobek tej kobiety to dla mnie jakiś kosmos. Jej głos zawładnął moim umysłem :). Niniejszym chciałbym podziękować Kamili za przedstawienie mi tej przepięknej muzyki.

Zawodowo
Przyznam się Wam szczerze, że na początku roku nie przewidywałem tego, co się wydarzy. W kwietniu stworzyłem projekt, którego upublicznienie przyniosło dość niespodziewany dla mnie skutek – ludziom się spodobał! Mowa oczywiście o BlipTunes. Z biegiem czasu ta aplikacyjka stała się dla mnie motywacją do zgłębiania tajników programowania na Maki. Zrobiłem podczas jej rozwoju takie rzeczy, że sam się dziwię, że to ogarniam :). Tym bardziej się cieszę i z uśmiechem na twarzy myślę o tych wszystkich godzinach, nocach czy kubkach kawy poświęconych rozwojowi mojego “oczka w głowie”. Chciałbym również podziękować wszystkim użytkownikom i ludziom pomagajacym mi (w ten czy inny sposób) w pracy nad projektem :). Mogę z powodzeniem stwierdzić, że odniosłem mały osobisty sukces :).

Prywatnie
Prywatnie stwierdzam, że to był dobry rok. Działy się fajne rzeczy, dzięki czemu miałem przyjemność kilka razy ujrzeć wschód Słońca :). Najcieplej wspominam te wszystkie Cathedrale, imprezę WEF z udziałem Rosjan, urodziny Miśka…

Jak zwykle od dłuższego czasu trudno mi było wysiedzieć w Częstochowie. Znów zwiedziłem kawałek Polski, tym razem zapuszczając się aż nad morze :). Gdańsk, Kraków, Wrocław, Warszawa, Katowice, Zakopane, Słowacja (w drodze powrotenej z Zakopca), Wielka Brytania i Eurotrip… Jakby na to nie patrzeć pojeździłem sobie po Świecie. Ogromnym pozytywem był wypad do Gdańska, gdzie udałem się na urodziny Jenny. Dobra impreza i świetna wycieczka :).

O minionych 365 dniach możnaby gadać długo i wiele wspominać… Nie ma jednak sensu pisać o wszystkim, bo byście pousypiali przy komputerach z nudów :). Dużo się działo, fajnie się działo, fajnych ludzi się spotkało… Bywało lepiej, bywało gorzej… Ogólny bilans na plus i z tego się cieszyć należy :).

Przed nami 365 dni (teraz to już trochę mniej…) roku 2010go. Dla mnie zacznie się od niemałych rzeczy, ale o tym w swoim czasie :).

Szczęśliwego Nowego Roku!